RECENZJA FILMU "GOŚĆ" SEBASTIANA WEBERA

Recenzja krótkometrażowego dokumentu "Gość" w reżyserii Sebastiana Webera, który ma międzynarodową premierę na festiwalu Doclisboa w Portugalii.

„Trzeba sobie poszukać jakiejś połówki, będzie łatwiej w życiu” mówi ksiądz na kolędzie z wizytą u starego kawalera na wsi. Żona ugotuje, uprasuje, będzie do kogo się odezwać i z kim podzielić się pracą w gospodarce. A tej w ciągu roku jest sporo, ale Wojciech jakoś sobie radzi. Jego rodzice zmarli kilka lat temu, miał kiedyś dwie dziewczyny, nie wyszło, teraz jest sam, ale nie żyje tylko dla siebie. Jest jeszcze Paweł. Młodszy od niego alkoholik, dla którego Wojciech jest jak starszy brat. Odwiedzi go w szpitalu, wesprze w walce z nałogiem, spędzi czas na kanapie oglądając telewizję i opowiadając o sobie. Między mężczyznami jest dość nietypowa więź, której bacznym okiem przygląda się ten trzeci. Reżyser ze Szwajcarii.

Weber z jednej strony zachowuje dystans, przyglądając się codzienności rolnika, a z drugiej sam staje się bohaterem filmu przedstawiając się księdzu czy dopytując o życie na wsi.

Jest czas na kościelne obrzędy i na potańcówkę w rytm popularnych przebojów disco polo.  Codzienność polskiej prowincji toczy się spokojnie, w rytm czterech pór roku i katolickich świąt.

„Gość” opowiada o prozaicznej codzienności polskiej wsi. Bywa odpychająco i brudno, jak w oborze, czy na zagraconym poddaszu, ale jest też pięknie, gdy widzimy za oknem sielski obrazek wypasających się krów czy zaśnieżone pola. To film szczery i poczciwy, zupełnie jak jego pogodzony z losem i własną samotnością bohater. Pojawienie się reżysera z kamerą nie zaburza porządku życia, ale nadaje mu znaczenie.

Magdalena Walo